Leicester City z pierwszym w historii Pucharem Anglii.

fot. grafika własna

„Lisy” kolejny raz sprawiły sensację.

Leicester City zostało triumfatorem najstarszych rozgrywek piłkarskich w Europie. Jest to jego drugi największy sukces zaraz po mistrzostwie Anglii sprzed pięciu lat. Rywalizacja z Chelsea stała na wysokim poziomie, mimo, że widzieliśmy tylko jedną strzeloną bramkę.

Pierwsza połowa była tak naprawdę wyłącznie formą rozgrzewki przed drugą i można ją wymazać z pamięci. Nie działo się w niej nic szczególnego. W zasadzie jedyną rzeczą, jaką będzie można zapamiętać jest zmarnowana stuprocentowa sytuacja po strzale głową Timo Wernera, który próbował jeszcze dobijać Azpilicueta.

Tym, co naprawdę sprawiło, że pierwsza połowa nie zanudziła widzów przed telewizorami byli obecni na stadionie kibice i ich żywiołowy doping. Po ponad roku od wybuchu pandemii wreszcie na brytyjskich stadionach wróciła część normalności – 20 tys. osób.

Również ilość popełnionych fauli świadczyła o tym, co jest stawką gry. Pierwsza połowa nie przykuła jednak dużej uwagi. Dopiero druga sprawiła, że nie można było oderwać wzroku od ekranu.

Najpierw w 63. minucie strzałem a la „Stadiony świata” popisał Youri Tielemans. Belg dosłownie posłał bombę pod postacią piłki zza pola karnego, której po prostu nie dało się obronić. Górny róg bramki – fantastyczny widok.

Później natomiast dwiema znakomitymi akcjami popisała się Chelsea, która nawet strzeliła gola, ale wskutek wideo-weryfikacji VAR nie został on uznany, bowiem sędziowie przy monitorach wskazali arbitrowi głównemu spalonego.

Ostatecznie „The Blues” nie dali już rady wyrównać wyniku. Po 95 minutach sędzia Michael Oliver zakończył finał, wprawiając tym samym kibiców Leicester w euforię. Drużynie prowadzonej przez Thomasa Tuchela pozostaje już tylko finał Ligi Mistrzów. Później sezon dobiegnie końca.

Skrót spotkania jest dostępny tutaj.

Chelsea FC – Leicester City 0:1

Translate »